WIZYTA PANI MAŁGORZATY WĄGRODZKIEJ


„Mądrość musisz sam z siebie własną dobyć pracą”

A. Mickiewicz







Następny Poprzedni

 

W dniach 11-12 marca 2010 r. mieliśmy wielką przyjemność gościć panią mgr Małgorzatę Wągrodzką, postać niezwykłą, bo wpisaną na stałe w historię naszej placówki a przede wszystkim dającą żywe świadectwo, że dzięki własnej pracy, niezależnie od wydarzeń można osiągnąć wiele… .

Małgosia trafiła do Ośrodka w 1998 r, we wrześniu, podejmując kontynuację nauki w ZSZ o profilu Kucharz małej gastronomii.

Przywiózł ją tu ojciec, osoba rozważna, ciepła, z determinacją poszukująca pomocy dla swojej córki, jedynaczki. To on zgłosił się do Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej z  prośbą o podjęcie kroków w ratowaniu  Małgosi. Przydzielenie wcześniej opieki kuratorskiej nie przyniosło tak bardzo oczekiwanych przez całą rodzinę efektów.

Ale może od początku…

„Kłopoty ze mną zaczęły się mniej więcej w wieku 13-14 lat (6-7 klasa podstawowa), wcześniej  nie było ze mną żadnych problemów, dobre oceny, świadectwa z czerwonym paskiem, wyróżnienia. Zdałam egzaminy do liceum (moja mama też je kończyła, chciała żebym się tam uczyła), dostałam się, ale nie byłam szczęśliwa. Prawdę mówiąc marzyłam o innej szkole – chciałam się uczyć w liceum plastycznym w Nałęczowie, ale rodziców nie było na nie stać (dojazdy, odległość itp.)”.

Mama, tato, mieszkająca wspólnie babcia pragnęli przede wszystkim  mieć córkę  przy sobie, w razie potrzeby wspierać w edukacji (tato jest świetny z matematyki i nie tylko), wspólnie dzielić radość z  jej rozwoju intelektualnego, postępów, sukcesów.

„Rzuciłam szkołę trzy miesiące później. Zaczęło się –  wpadłam w tzw. złe towarzystwo. W wieku 15 lat dostałam kuratora. Wyrokiem Sądu musiałam też rozpocząć naukę w jakiejś szkole, jakiejkolwiek, wybrałam więc zawodówkę, ażeby się nie przemęczać, miałam zostać kucharzem. Nauka szła mi świetnie. Zaproponowano  nawet przeniesienie do technikum, ale odmówiłam (gdybym chciała to wybrałabym  przecież od razu, nie?) Wydawało się, że będzie dobrze. Niestety … .

Kolejna sprawa w sądzie. Kolejne ucieczki z domu. Wyrok – Ośrodek Wychowawczy - przyjęłam z niedowierzaniem, rozgoryczeniem do całego świata i rozpaczą… . Byłam załamana… autentycznie się przestraszyłam, nigdy nie byłam w takim miejscu, nie wiedziałam czego się spodziewać. Ale przede wszystkim miałam ogromny żal do ojca – wiedziałam że to przez niego, to przecież on pierwszy zwrócił się do sądu z prośbą o pomoc, że już sobie nie radzi ze mną…”

Rozpacz ojca, opór i ignorancję Małgosi, zachwianie autorytetów rodziny dało się zauważyć od pierwszych chwil przyjazdu. Dlatego za jeden z priorytetów w pracy resocjalizacyjnej obraliśmy odbudowywanie pozytywnych relacji z najbliższymi, uświadamianie przyczyn ich postępowania, kierowanego przecież wielką miłością i troską o córkę. Bardzo ważny był fakt, że rodzina współpracowała z nami, przyjmując wszelkie uwagi, nawet, jeżeli były krytyczne i niezbyt miłe, realizując cyklicznie wspólnie podejmowane ustalenia. Akceptacja założeń naszych oddziaływań , zaufanie w profesjonalność naszej pracy jest niezwykle istotna w osiągnięciu celu głównego- ponownej socjalizacji podopiecznej. Często mamy do czynienia z rodzicami niewydolnymi wychowawczo, uciekającymi od problemów, przemieszczającymi problemy na wszystkich wokół, również na własne dziecko. Ich oczekiwania – natychmiastowa „naprawa” psychiki córki, zmiana postępowania, zerwanie z dotychczasowym towarzystwem- nie jest możliwa do zrealizowania. Na efekty naszych oddziaływań trzeba czekać – to są miesiące, lata… . Bardzo wiele zależy od wzajemnego wsparcia, słuchania, modyfikowania sposobu wychowania, konsekwencji w działaniach, podjęcia pracy nad samym sobą.

Drugim założeniem w oddziaływaniach psycho-korekcyjnych było uświadomienie negatywnego, destrukcyjnego wpływu grupy rówieśniczej, która na tamten czas stanowiła dla Małgosi wyjątkowo atrakcyjną wartość a potrzeba uznania, poczucia przynależności, akceptacji stała się dla niej celem nadrzędnym. Fakt stopniowej degradacji wypracowanych przez rodzinę wartości  chrześcijańskich, postępujące osłabianie więzi z najbliższymi nie przekładał się na zaniechanie tych kontaktów. Wręcz przeciwnie - im więcej nakazów, kontroli, moralizowania przez rodzinę, tym coraz jawniejszy bunt i ...niestety większy autorytet wśród jej znajomych.

„Przez pierwsze dni było mi ciężko, czułam, że nie pasuję do tego miejsca, że jestem inna niż te wszystkie dziewczyny. Ale nie musiało minąć dużo czasu, abym się zaadoptowała. Wiedziałam, że muszę odbyć swoją karę (tak to odbierałam - a przecież pobyt tutaj był konsekwencją moich zachowań a nie winą Sądu czy pracowników) Przyjęłam zasadę, że to, w jaki sposób przebiegnie mój pobyt, zależy głównie ode mnie samej.

Pomogli mi Wychowawcy (chyba miałam najlepszych, jacy kiedykolwiek pracowali w MOW – piszę jak najbardziej szczerze) – Pani Gosia Koziak, Pani Grażynka Podleśna i Pani Ela Falkowska oczywiście!. Dostałam od Nich wsparcie, ciepłe słowa, serce. Odzyskałam poczucie wartości, nabrałam przekonania, że mogę coś osiągnąć” .

Małgosia, osoba bardzo inteligentna, wyniosła z domu kulturę słowa, zachowania, wyważony takt. Nie słyszeliśmy z jej ust wulgaryzmów, wyzwisk, bezpodstawnego wykłócania się o rzeczy oczywiste (przestrzeganie harmonogramu dnia, realizowanie swoich obowiązków). Oczywiście nie wszystko jej się podobało, nie zawsze była ochota na obowiązki i realizowanie poleceń wychowawców. Zamykała się wtedy w swoim pokoju, czytała książki, słuchała muzyki. Po ostygnięciu emocji był czas na rozmowę i dojście do porozumienia metodą argumentów, kreatywnej dyskusji. Istotą współpracy była kolejna zaleta Małgosi - potrafiła słuchać, przyjmować uwagi, wyciągać wnioski. Chyba nam zaufała, wierzyła, że bez względu na okoliczności, chcemy dobrze… .

Małgosia jest uzdolniona plastycznie, jej talent wykorzystywaliśmy do podnoszenia estetyki Ośrodka, tworzenia gazetek okolicznościowych. Wykonywała również portrety współmieszkanek. Chociaż lubiła malować tylko z własnej potrzeby a nie ukrywam, często nacisk z naszej strony był zbyt duży. Osobiście bardzo lubiłam rozmawiać z Małgosią, kiedy ona malowała; rozkładała kredki pastele, spod których powstawały śliczne, kolorowe obrazy. Nawiązywane wtedy ciekawe tematy do dyskusji, rozwijały się w sposób swobodny, spontaniczny, partnerski. Wspólnie, bez presji, moralizowania analizowałyśmy aktualną sytuację życiową,  wyciągałyśmy wnioski na przyszłość… .Jeszcze dzisiaj w placówce można znaleźć  prace Małgosi.

„Wspominając teraz swój pobyt w Ośrodku, pamiętam prawie wyłącznie dobre chwile i dobrych ludzi. Ale wiem, że płakałam także i to nie raz… zresztą która z nas wychowanek nie płakała? Czasem wystarczył jakiś banał, nieprzemyślane słowo i zaczynało się wycie.

Próbując określić  jednym słowem, co dał pobyt w MOW, nasuwa mi się… szansa…. To była szansa dla mnie na zmianę swojego życia, myślenia, dojście do porozumienia z rodzicami, podjęcie dalszej nauki”.

Huśtawka emocjonalna u Małgosi spowodowana była przede wszystkim tym, że nosiła pod sercem swoje maleństwo. Młody wiek, niepewność jutra, lęk wywoływał czasami frustrację i wybuchy płaczu. Kontakt z  ojcem nienarodzonego dziecka, na początku dość regularny, potem, częściowo pod naszą presją, a w dużej mierze poprzez uświadamianie sobie realiów przyszłości przez nią samą stał się niesystematyczny i rozbieżny z oczekiwaniami. Nie wiedzieliśmy, czy po wyjściu z placówki Małgosia zwiąże się z tym człowiekiem na stałe. To miała być tylko i wyłącznie jej decyzja, jej wybór.

„Gdy kończyłam naukę w szkole byłam już w ciąży (7 miesiąc). Dwa i pół miesiąca później urodziła się moja córka Adrianna. W osiem dni po porodzie zaczęłam naukę w liceum (czyli wróciłam do punktu wyjścia).

Rodzice mi pomogli, gdyby nie oni, nie udało by się. Na pewno nie w takim tempie. Zdałam maturę. Poszłam na studia, potem na drugie. W międzyczasie dostałam pracę – najpierw na stażu jako pedagog w OHP w Białej Podlaskiej (12 miesięcy).

Małgosia, po zdaniu matury, idąc za ciosem, stawiała co raz to wyższą poprzeczkę, podejmowała kolejne wyzwania. I tak były to:

2002-2005 - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Papieża Jana Pawła II w Białej Podlaskiej; Wydział pedagogiczny, kierunek - Pedagogika społeczna; specjalizacja – Poradnictwo

2005–2007 - Uniwersytet Warszawski w Warszawie, uzupełniające studia magisterskie Wydział pedagogiczny, kierunek – Pedagogika Ogólna;

2008–2010 - Uniwersytet Warszawski w Warszawie, Instytut Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji, Podyplomowe Studium  Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji.

„Tytuł magistra pedagogiki uzyskałam 29 czerwca 2007 roku. W tym samym roku zaczęłam pracę na uczelni wyższej w Białej Podlaskiej (na tej samej, którą ukończyłam dwa lata wcześniej).

Pracuję tam do dnia dzisiejszego. Pierwsze dwa lata była to umowa o dzieło, od września 2009 roku – prawdziwa umowa o pracę, na cały etat. Jestem wiec nauczycielem akademickim.

Przedmioty, które prowadzę obecnie obejmują głównie  zakres resocjalizacji: metodyka resocjalizacyjna, ortodydaktyka resocjalizacyjna, modele i systemy resocjalizacji ale również praca socjalna, profilaktyka i terapia trudności szkolnych (i jeszcze kilka innych, świadczy to też o tym, że mi jako najmłodszej pracownicy, która nie może odmówić, dają wszystko, czego  inni nie chcą się entuzjastycznie podejmować, ale dam radę, na pewno!!!!)”

Małgosia niebawem będzie bronić kolejną pracę podyplomową.  Planuje rozpocząć studia doktoranckie. Przyjechała do nas ze swoją uroczą córeczką, Adą, by przeprowadzić ankietę z naszymi podopiecznymi, na potrzeby pracy, dotyczącą zainteresowań, planowania przyszłości, działań pomocnych w reintegracji społecznej. Jest pełna podziwu dla tak wielu zmian w przeciągu ostatnich lat, dotyczących wprowadzenia różnorodnej gamy oddziaływań resocjalizacyjnych, profilaktyczno - terapeutycznych, kreatywności pracowników, otwarcia na środowisko, jak i komfortowych warunków bytowych podopiecznych. Rozmawiała z wieloma dziewczętami, starając się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Jej osoba jest niepodważalnym dowodem, że własną pracą, samoświadomością  można ukształtować odpowiednie postawy wobec innych ludzi, normy, wartości a także uznane za pożądane społecznie cechy osobowościowe. Można na bazie własnych doświadczeń pomagać innym, zachęcać i uczyć dobroci, sprawiedliwości a odwodzić od głupoty i nienawiści.

Bo  „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

Jan Paweł II

Małgosiu, jestem z Ciebie bardzo dumna

Małgorzata Koziak

Pliki cookie ułatwiają świadczenie naszych usług. Korzystając z naszych usług, zgadzasz się, że używamy plików cookie.
Ok Odmawiać